poniedziałek, 14 listopada 2011

Mloukhieh, molokheya, mulukhiya, ملوخية ... z kurczakiem. Mniam

Znalazłam stronę, na której autor pisząc o mloukhieh przywołał następujące odmiany jej nazwy: Moulokheyya, Mulukheyya, Moolookhieh, Mouloukhia, Mloukhia, Melokiyah, Meloukhia, Melokiyah, Milookhia, Milookhiyya, M'Loukhia, Molohia, Molokhiya, Molokhiyya, Molukhyia, Mulukhia, Mulukhiya, Mulukhiyah  

Ponieważ raczej nie ma szans by w kwestii nazewnictwa dojść do jednolitej wersji;) na użytek własny i tego przepisu stosować będę nazwę używaną w naszym domu - mlokhieh {czyt. mluhije}.

A całe to językowe zamieszanie przez niepozorną roślinę, nieco przypominającą wyglądem szpinak. W rzeczy samej, mlokhieh to daleki kuzyn szpinaku. Po łacinie - Corchorus Corchorus L. W kuchni bliskowschodniej (głównie w Egipcie, Libanie, Syrii) bardzo popularna jest potrawa w oparciu o mloukhieh i tak samo się nazywająca. W zależności od kuchni i tradycji mloukhieh ma formę bardziej płynną, niemalże jak zupa lub bardziej stałą. Do przygotowania dania używa się liści rośliny - świeże, zamrożone, suszone, suszone sproszkowane czy konserwowane. Do tego mięso z królika, kurczaka czy inne ulubione. Cebula, czosnek, pomidory. I przyprawy. Co kraj to mloukhieh :)


Nie wiedziałam, że lubię mloukhieh... Jakoś osobiście długo mnie nie przekonywała do siebie. Widziałam ją w stanie świeżym, mrożonym, suszonym... Słyszałam zachwyty męża nad jej właściwościami smakowymi i odżywczymi (roślina bardzo bogata w żelazo i antyoksydanty). Ale jakoś do mnie nie mówiła... Aż pewnego piątkowego dnia się złamałam...
Zażyczyłam sobie wiele razy w naszym domu wspominanego przepisu damasceńskiej cioci Amine, która w sztuce kulinarnej nie miała sobie równych. 
I zrobiłam danie. Miało służyć nam za obiad na dwa dni. Drugiego dnia wylizaliśmy garnek z resztek, bo tylko tyle zostało. 
Wizualnie nieciekawe (trudno to ukryć;) danie, zachwyciło mnie swoim smakiem. Bogactwo aromatów pochodzące z samej mloukhieh jak i towarzyszących jej składników jest zabójcze :) A do tego zdrowo, odżywczo i interesująco.
My zjedliśmy z jasnym grubym burgolem. Mloukhieh w naszej wersji świetnie będzie smakowało z ryżem czy chlebem. 

Mloukhieh po damasceńsku wg cioci Amine

- mięso kurczaka - pierś lub inne w ilości ulubionej (ja do mojego dania użyłam 1 kg mięsa z kurzęcych ud)
- dwie duże cebule pokrojone w piórka
- 4-5 dużych ząbków czosnku utłuczonych w moździerzu z łyżeczką soli na pastę
- puszka pomidorów lub 2-3 łyżki koncentratu pomidorowego
- duża czubata łyżka masła klarowanego
- ulubione przyprawy do mięsa

Zawartość puszki z mloukhieh wyłożyć na sito, przelać wodą i odsączyć.


Mięso pokroić w niewielkie kawałki. W misce wymieszać z ulubioną przyprawą (ja użyłam przyprawy sojok, którą ostatnio dość mocno eksploatuję w kuchni, tu się sprawdziła świetnie). Odstawić na pół godziny.

W brytfannie lub na dużej patelni rozgrzać masło klarowane i porcjami obsmażać mięso do uzyskania złotego koloru. Dołożyć cebulę i smażyć składniki na sporym ogniu mieszając. 


Dodać czosnek i chwilę razem smażyć, by czosnek wyraźnie oddał swój aromat. Dodać pomidory (rozdrobnione widelcem) lub pastę (rozmieszaną z połową szklanki wody).    


Do obłędnie już pachnących składników dodać odsączone mloukhieh. Można wcześniej liście pokroić na mniejsze kawałki. Ja wolałam takie nie pokrojone. 


Dokładnie wymieszać całą potrawę. Jeśli jest zbyt sucha dolać wody. Dusić na niewielkim ogniu do wymieszania smaków i aromatów, ok. 15-20 min. Dosolić do smaku, można użyć czarnego pieprzu. Mloukhieh konserwowe jest dość kwaśne więc nie ma potrzeby dodatkowo zakwaszać dania. W przypadku wykorzystania mloukhieh suszonego wskazany jest dodatek soku z cytryny. 

1 szklankę kaszy burgul jasnej grubej przyprażyć na łyżce masła klarowanego. Zalać 1 i 3/4 szklanki wrzątku, posolić, zawrzeć, przykryć i pozwolić kaszy dojść na sypko na maleńkim ogniu przez 20 min.

Gorące mloukhieh podawać na kaszy (lub ryżu). Można wzbogacić smak przez posypanie całości uprażonymi orzeszkami pinii.
(Jak sobie o tym przypomniałam to już nie było czego posypywać ;) 



Proste, nie? A jakie smaczne... mmmm... niedługo znów zrobię :)))

niedziela, 13 listopada 2011

Bułeczki drożdżowe nieco arabskie z serem i różą

Z mojego poranno-niedzielnego kuchennego szwędania urodziły się bułeczki drożdżowe. Uwielbiam takie domowe, kupne nie. Szczególnie, że domowe pieczenie to raj dla zmysłów - zapachy rozchodzą się po całym domu, lśniące bułeczki nęcą sobą i nie da się przejść obok nich obojętnie. Szczególnie nęcące jest pieczenie z dodatkiem przyprawy do ciasteczek kaak. Pisałam o tej tradycyjnej bliskowschodniej mieszance przypraw do wypieków przy bułeczkach kaak. Ta przyprawa robi różnicę. Pachnie orientalnie, nadaje wypiekom smak, w którym odnajdujemy i cynamon, i mahlep, i kilka innych aromatów.
Dodatek przyprawy do kaak do tradycyjnego wypieku, nada mu bliskowschodniego, bardzo oryginalnego charakteru.

Przez dodanie przyprawy do kaak "zarabszczyłam" ;) przepis na bułeczki drożdżowe z serem z blogu Liski (pracowniawypiekow.blospot.com).

Drożdżówki po arabsku? Czemu nie! Np. na jesienne śniadanie na trawie :)


I tu za inspirację posłużył przepis na bułeczki drożdżowe z serem z  ze strony Pracowni Wypieków.


Mięciutkie bułeczki drożdżowe z przyprawą kaak i serem i różą
na 16 dość dużych drożdżówek:

Na rozczyn:
- 20 g drożdży
- łyżeczka cukru
- 50 ml mleka

Do lekko ciepłego mleka rozkruszyć drożdże, dodać cukier, wymieszać, odstawić do wyrośnięcia.

Składniki płynne
- 150 ml mleka
- 50 g masła lub pól szklanki oleju
- 2-3 łyżki stołowe cukru

Lekko podgrzać mleko, dodać cukier i masło. Jak przestygnie dodać

- 2 jajka

Rozczyn wymieszać dodając

składniki suche
- ok. 600 g mąki (w przepisie oryginalnym jest 500, ale moje ciasto było za luźne)
- łyżka przyprawy do kaak lub łyżeczkę zmielonego mahlab
- szczypta soli

i dodać do mleczno-maślanego płynu.

Wyrobić elastyczne ciasto, przykryć ściereczką i postawić w cieple do wyrośnięcia na ok. 1 h.
Wyrośnięte ciasto, wyłożyć na stolnicę podsypaną mąką, krótko zagnieść i podzielić na 16 równych części. Porcje ciasta układać na blaszkach na papierze do pieczenia. Przykryć ściereczką i pozwolić bułeczkom wyrosnąć w cieple ok. 30 min.

Przygotować nadzienie serowe
- ok. 1/2 kg białego sera (ja użyłam serek sernikowy z wiaderka)
- jedno żółtko
- łyżka lub dwie wody kwiatowej
- 3 łyżki cukru pudru

Wymieszać składniki i gotowe.

Każdą wyrośniętą bułeczkę posmarować rozmąconym jajkiem. Spodem łyżki zrobić wgłębienie na środku bułeczki, wyłożyć po łyżce masy serowej, nieco rozsmarować. 


Na części moich bułeczek, na porcji serka wylądowała łyżeczka pysznej konfitury różanej. Jak szaleć to szaleć ;)


Włożyć do piekarnika nagrzanego do tem. 200 st. C i piec ok. 15-20 minut do zarumienienia się bułeczek. 


Wystudzić na kratce. Zjeść na śniadanie, podwieczorek, kolację, dać dziecku do szkoły, poczęstować sąsiadów. Bo  dobrym trzeba się dzielić.


Smacznego :)

Bułeczki dożdżowe z przyprawą ka'ak

Wzięło mnie na pieczenie. Niedziela rano, względny spokój w domu a ja zamiast nos w książkę, to mnie nosi. Zaniosło do kuchni. Przyszły za mną bułeczki. (A może ja polazłam za nimi? Nie-wia-do-mo) Wieczorami nie powinno się czytać apetycznych przepisów na apetyczne cosie, bo potem człowiek się kuchennie szwęda i tyje ;)
Skarbnica przepisów Liski (na pracowniawypiekow.blogspot.com) zainspirowała mnie do upieczenia bułeczek.
Powstały trzy rodzaje. Najpierw "zarabszczone" bo z przyprawą kaak, bułeczki z serem (i konfiturą różaną). A na drugi rzut poszły bułeczki kaak z sezamem.

O tych słodkich będzie nieco później, a teraz podzielę się naszymi bułeczkami kaak.

Ka'ak to tradycyjne ciasto bliskowschodnie ("ka'ak" to po arabsku "ciasto"), które występuje w kilku odmianach - są paluchy kaak, oponki kaak czy takie niewielki kuleczki. Te ciasteczka z ciasta drożdżowego są bardzo popularne w czasie Ramadanu ale i na codzień zajadane z apetytem, przez dorosłych (do herbaty) i dzieci (do kubka mleka). Charakterystyczne w ciasteczkach kaak są dwie rzeczy - przyprawa mahlep (mahalab, mahlab - zmielone środki z pestek wiśni wonnej) oraz to, że podczas pieczenia są wysuszane w piekarniku, czyli dość twarde. Niekiedy do ciasta dodaje się też inne przyprawy - np. kadamon, cynamon, anyż. W sprzedaży są gotowe mieszanki przypraw do kaak, które doskonale wzbogacają smak gotowego ciastka.

Zainspirowana bułeczkami i przyprawą do kaak zrobiłam... mięciutkie bułeczki kaak :)

    
Pachnące obłędnie - maślano i mahlabowo, mieciutkie bułeczki do kubka mleka czy do zjedzenia z czymkolwiek.


Posłużyłam się przepisem na bułeczki ze strony Pracowni Wypieków, zmodyfikowanym nieco.

Mięciutkie bułeczki drożdżowe z przyprawą kaak
na 32 sztuki o średnicy ok. 5-6 cm

- 20 g drożdży
- łyżeczka cukru
- 50 ml mleka

Do lekko ciepłego mleka rozkruszyć drożdże, dodać cukier, wymieszać, odstawić do wyrośnięcia.

- 150 ml mleka
- 50 g masła lub pól szklanki oleju
- 2-3 łyżki stołowe cukru

Lekko podgrzać mleko, dodać cukier i masło. Jak przestygnie dodać

- 2 jajka

Rozczyn wymieszać z

- ok. 600 g mąki (w przepisie oryginalnym jest 500, ale moje ciasto było za luźne)

 i koniecznie konieczne

- łyżka przyprawy do kaak lub łyżeczkę zmielonego mahlab
- szczypta soli

i dodać do mleczno-maślanego płynu.

Wyrobić elastyczne ciasto, przykryć ściereczką i postawić w cieple do wyrośnięcia na ok. 1 h.

Rozmącić jedno jajko i przygotować sezam do posypania byłeczek.

Wyrośnięte ciasto, wyłożyć na stolnicę podsypaną mąką, krótko zagnieść i podzielić na niewielkie kulki. (Ja podzieliłam ciasto na połowę, tę na kolejne połowy, etc. - w ten sposób podzieliłam ciasto na równe porcje). Porcje ciasta układać na blaszkach na papierze do pieczenia. Przykryć ściereczką i pozwolić bułeczkom wyrosnąć w cieple ok. 30 min.


Każdą wyrośniętą  bułeczkę smarować rozmąconym jajkiem i posypać sezamem. Piec ok. 15-20 min. w temperaturze 180 - 200 st. C do zrumienienia.




Na ciepło i na zimno - pałaszować ze smakiem :)

Konsekwencje prowadzenia działalności zarobkowej pod domowym adresem ;)

Chłopcy bawią się na tarasie. Każdy z nich, z klocków urządził sobie dom - z kuchnia, rozkładaną kanapą i np. z ... zapasową lodówką ;)
Oluś z przejęciem opowiada o swoim domu i jego funkcjonalności i nagle zrywa się i pędzi ze słowami: "muszę lecieć do domu bo klienci zaraz przyjdą!". "Chyba goście?" - uściślamy. "Nie, do mojego domy przychodzą klienci!" Stanowczo dodaje Olo. Wprawia się chłopak przedsiębiorczo? ;)


Piękna, słoneczna pogoda.... Na drugie śniadanie wciągnęliśmy drożdżówki z serkiem i konfiturą z róży, które zrobiłam rano. Teraz robię bułeczki z kaak. Wkrótce się podzielę efektami :)

piątek, 11 listopada 2011

Śniadaniowa pochwała prostoty z halloumi

Moje ulubione śniadanie, gdy mam ochotę na coś lekkiego na ciepło. Zawartość trójkąta nie zawsze jest taka sama. Świetnie się sprawdzają różne rodzaje sera, pasztet, dobra wędlina. Co kto ma w lodówce i co komu w duszy gra. 


Dziś jest z serem halloumi
To ciekawy ser jest. Pochodzi z Cypru, jest popularny w krajach Bliskiego Wschodu i Grecji. Oryginalnie sporządzany z mieszanki dwóch rodzajów mleka - owczego i koziego. Możliwy składnik to również mleko krowie. Jest włóknisty, ma lekko słodki, mleczny smak. Podobny do sera Mozzarella. Biały, elastyczny, błyszczący miąższ, "chrzęści" w zębach. Ze względu na wyższą od innych serów temperaturę topnienia świetnie nadaje się do gotowania, smażenia, grillowania. 


Dlatego świetnie nadaje się do przygotowania tej ekspresowej, lekkiej przekąski.



Oto co potrzebe mi było do przygotowania śniadania na dwie, średnio głodne, osoby:
- krążek pity o średnicy 20 cm
- ok 80 g sera halloumi 
- pomidor
- natka pietruszki


Pitę pokroić na trójkąty, każdy otworzyć, do śroka włożyć 2 plasty sera halloumi, 2 plastry pomidora, pietruchę. 




Zapiec po obu stronach na suchej patelni grillowej, na średnim ogniu.




Do ciepłych kanapek włożyłam więcej zielonej pietruszki. 


Zjedliśmy z sałatką z rzodkiewki. Nasza rzodkiewka to duża odmiana klasycznej rzodkiewki, więc pokroiłam ją w grubsze słupki. Dodałam garść szczypiorku, sporo posiekanej zielonej pietruszki, miętę suszoną , sól, pieprz, sok z cytryny i oliwa. Ożywcza i bardzo wiosenna, choć jesienna sałatka.






Smacznego :)


PS. a jutro będzie o mloukhieh :)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Ajran. Na dobry początek tygodnia. Na smutki.

Pewien klient poprosił o przepis na ajran. Zazwyczaj robimy ten pyszny napój z jogurtu naturalnego "na oko"... 
Więc, by być pewną proporcji i smaku otrzymanego ajranu poszłam do kuchni i zrobiłam. Stoi teraz sobie koło mnie szklaneczka pysznego ajranu, takiego w sam raz. Mój jest z czosnkiem (doskonale leczniczy i zapobiegając na niepewną pogodę;), miętą suszoną i świeżą. Latem dodajemy mniej wody a sporo lodu. Równie świetny jest z utartym ogórkiem zielonym (taka nasza ajranowa wariacja). Niektórzy dodają sok z cytryny. Jak jogurt jest wystarczająco kwaskowaty to nie ma takiej potrzeby. Różne też bywają w przepisach proporcje pomiędzy ilością jogurtu a wody. Nasz ajran jest do picia więc nie może być za gęsty.


A ajran w naszym domu przygotowujemy najprościej jak się da, z dobrego jogurtu naturalnego np. http://www.arabskie.pl/pl/p/Jogurt-OMUR-3.5-tl.-1kg/550 - ten się świetnie nadaje, jest bardzo... arabski w smaku. Dostępny jest również taki o 10% zawartości tłuszczu - jeszcze szlachetniejszy. Jeśli akurat takiego nie mamy pod ręka używamy jogurtu bałkańskiego firmy Maluta. Jeden z nielicznych jogurtów naturalnych w naszych sklepach bez zawartości żelatyny (sic!).

Kubek jogurtu (mój ma 340 g)
Ten sam kubek wody
Ząbek czosnku ugnieciony w moździeżu z połową łyżeczki soli
Łyżeczka suszonej mięty

Do malaksera. I gotowe. Można podać z listkiem świeżej mięty.


Jest niewykluczone, że w ten sposób przygotujecie najlepszy ajran w mieście ;)
Oczywiście można nie dodać czosku, można powiększyć lub zmniejszyć ilość soli, etc.

Jeśli do jogurtu nie dodamy wody a pokrojonego w kosteczkę zielonego ogórka (ze skórką) to wyjdzie z tego świetny dip praktycznie do wszystkiego.


Dobrego dnia i całego tygodnia Wam życzymy :) 

niedziela, 6 listopada 2011

Skąd się wzięło arabskie.pl i dlaczego jesteśmy smutni

Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się około 50 lat temu, kiedy to pewien młody Syryjczyk trafił do Krakowa na studia na Wydziale Architektury jako student, a potem asystent znanego Profesora Wiktora Zina (kto pamięta Piórkiem i węglem?:).
Nieco potem ten młody Syryjczyk poznał piękną kobietę, studentkę Akademii Górniczo Hutniczej i z ich miłości urodził się słodki chłopaczek. Potem było życie rodziny między dwoma krajami. A wiele lat później ten słodki chłopaczek  (już wtedy mężczyzna) w Warszawie poznał pewną gdańszczankę, która pokochała jego i wszystko co arabskie. Z którejś z ich podróży po krajach arabskich przywieźli pomysł na sklep-galerię i zarejestrowali domenę arabskie.pl.
Mieli zamiar sprowadzać z Syrii piękne rzeczy do wyposażenia wnętrz.



Ale życie pisze własne scenariusze. Dla tych dwojga zaplanowało przeprowadzkę ze stolicy w urocze miejsce na Pojezierzu Lubuskim. A bardzo krótko potem stali się nagłymi rodzicami trzech niedużych urwisów. I ich życie się zmieniło dość radykalnie. Przez kilka następnych lat duuuużo się działo. Co by się nie działo musieli przecież jeść. A jeść dobrze lubią i najchętniej jadali dania kuchni ulubionej, czyli arabskiej. Ponieważ ludzi też lubią i dom otwarty mają, karmili tymi daniami znajomych, przyjaciół, krewnych. I wszystkim smakowało. I ci karmieni ciekawi byli co jedzą. I sami też tak chcieli. Więc tych dwoje postanowiło wykorzystać to co mieli od dawna w sercu (czyli miłość do kuchni arabskiej i nienajgorsze umiejętności w kuchni) i co mieli zarejestrowane od dawna (czyli domenę arabskie.pl). Założyli sklep arabskie.pl, w którym od ponad pół roku już z powodzeniem oferują produkty kuchni bliskowschodniej. To właściwie cała historia :)

A czemu jesteśmy smutni?

Ten Syryjczyk z początku opowieści, od którego się wszystko zaczęło to Tawfik Sabban, mój wspaniały teść. Dobry i mądry człowiek. Tata Hassana i Aidy. Dziadek naszych dzieci. Uczył mnie arabskiego z ogromną dawką cierpliwości. Nauczył grać w tawle. Opowiadał (świetnie mówił po polsku!) przeciekawe historie. W ekipie profesora Zina miał swój wkład w renowację wielu sakralnych obiektów w południowej Polsce. W Syrii zaprojektował urbanistycznie znaczną część tzw. nowego Damaszku.  Kochał wszystkich Polaków i każdego napotkanego w Damaszku zabierał do siebie do domu na poczęstunek:) Miał piękne pasje. Mimo niemłodego wieku cały czas aktywnie używał komputera i nowych technik. Uczył nasze dzieci rysować i obierał im granaty spokojnie tłumacząc świat. Jestem szczęśliwym człowiekiem, ze go poznałam.

Tata odszedł od nas 27 października w Damaszku. Miał 77 lat.

Pamięć o Nim zostanie w nas na zawsze. Arabskie.pl to taki mały pomnik. Bo od Tawfika Sabbana przecież wszystko się zaczęło...